Mimo, że o gustach się nie dyskutuje – rankingi popularności biją... rankingi popularności. Wszelkiej maści zestawienia najlepszych, najgorszych, najmniej docenionych czy najbardziej lubianych rzeczy – cieszą, bawią, czasami – smucą, a jeszcze kiedy indziej – sprawiają, że mamy ochotę załamać ręce i zakląć siarczyście.
Takie też rankingi, będące badaniem ogólnych gustów społeczeństwa – nie omijają literatury. Tworzone co roku na podstawie opinii dużej grupy respondentów – o dziwo! - nie zaskakują. A przynajmniej – nie negatywnie. Owszem, zdarza się, że na listę najlepszych, najbardziej znaczących czy najbardziej przełomowych pozycji książkowych w dziejach ludzkości, trafi od czasu do czasu jakiś popularny kwiatek o miłości wampira do amerykańskiej licealistki... Ale tego typu haniebne wyjątki potwierdzają zasługującą na pochwały regułę – znamy się na książkach i potrafimy docenić te najlepsze.
Tym samym, z roku na rok – na rankingach organizowanych przez popularne magazyny i branżowe serwisy, na liście najważniejszych, najbardziej przełomowych, najwięcej wnoszących publikacji trafia Biblia. Owszem - uważana przez Chrześcijan za najważniejsze dzieło mowy pisanej i powszechnie doceniany zabytek kulturowy - lawiruje po rankingu, zajmując raz pierwsze, raz ostatnie miejsce. Niemniej jednak – Biblia w zestawieniu „naj...” publikacji, zawsze jest uwzględniania.
Podobnie, jak publikacje autorstwa Karola Marksa – twórcy teoretycznego komunizmu. Dla wielu respondentów głosujących na pozycje jego autorstwa - wgryzienie się w „Zur Kritik der politischen Ökonomie” i przetrawienie treści tejże lektury bez uprzedniego zaliczenia kursu szybkiego czytania jest niemożliwe. Mimo to, odpowiadający na pytania ankieterów - Marksa doceniają. Może nie jako literata, ale jako kreatora dziejów historycznych – na pewno.
Stałe i chyba niepodważalnie zasłużone, bardzo wysokie miejsca w rankingach popularności i badaniach literackiej jakości zajmują takie kultowe pozycje, jak „Wojna i pokój” Lwa Tołstoja, „1984” George'a Orwell'a czy „Ulisses” James'a Joyce'a. Wysokie miejsce w rankingach zajmują też pozycje, które doczekały się udanych lub modnych w danym czasie ekranizacji. Tak było z „Lolitą” Vladimira Nabukonova czy „Dumą i Uprzedzeniem” Jane Austen. Historyków literatury najbardziej jednak cieszy fakt nieprzerwanej obecności na listach najbardziej znaczących pozycji - książkowych klasyków, takich jak Dante Alighieri, William Shakespeare, Michaił Bułhakow czy nawet - antyczny Homer.
Wniosek z cyklicznych zestawień nasuwa się jeden i jest bardzo optymistyczny – czytamy! Po prostu. Świadczy o tym szeroki rozmach i znaczna różność zgłaszanych do rankingu propozycji. Nie warto oceniać, czy podawane w zestawieniach tytuły książkowe są dobre, złe, godne uwagi czy nic niewarte. Najważniejsze jest to, że kultura słowa ciągle istnieje i ciągle jest dla wielu z nas ważna. A to wszystko wbrew mrocznym przewidywaniom entuzjastów szeroko rozumianych mass mediów, którzy od kilku lat zwiastują z niezachwianą niczym pewnością - rychły upadek literatury.





