LITERATURA

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Nie taki futuryzm straszny

Email Drukuj PDF

Koniec wieku XX to najcięższy dla literatury okres. To, że książki same w sobie są dorobkiem ludzkości, sposobem na utrwalanie myśli i rozpowszechnianie idei – tego nikt nie podważa. Tak samo, jak nikt nie podważa ich wartości kulturowej czy historycznej. Podważana jest jednak rola mowy pisanej i kultury słowa w świecie współczesnym - wypełnionym atrakcyjnymi, łatwo dostępnymi, aktualizowanymi na bieżąco i praktycznymi przekazami, serwowanymi powszechnie i bez ograniczeń za pomocą telewizji, radia czy internetu. I mimo, że cele nadrzędne powyższych środków przekazu są skrajnie inne od istoty literatury samej w sobie, to różnice te zacierają się stopniowo, na korzyść (niestety) multimedialnych przekazów.

Książka traci prestiżową, ale bardzo zasłużoną pozycję monopolisty przekazu. Mimo to, nadal cieszy się zainteresowaniem czytelników, pozyskując tym samym rangę domeny elitarnej, która oprócz tego, że jest powszechnie dostępna – przypisana zostaje na stałe jedynie odbiorcom dobrze wykształconym, światłym, o wysokiej randze społecznej. Bo bibliofile istnieli, istnieją i istnieć będą. Po prostu.

W odróżnieniu od tradycyjnych publikacji literackich – mowa pisana rozumiana w sposób linearny, ma się całkiem dobrze. I o ile standardowym książkom zagraża w największej mierze złowieszczy i (teoretycznie) zabójczy dla kultury słowa internet, to ta sama, globalna sieć – sprzyja także paradoksalnie popularyzacji kursów wirtualnych, takich też wydań dzienników prasowych czy stricte elektronicznych portali informacyjnych. Jest to naturalną konsekwencją wspomnianego wcześniej rozpowszechnienia dostępu do sieci. Magiczny skrót „www” i wdzierający się do zasobów nowomowy „Wujek Google”, zastępują zarówno encyklopedię, tradycyjną rozrywkę, taką samą pocztę czy nawet rozmowę w cztery oczy. Wkrótce – popularne i banalne w obsłudze wyszukiwarki zastąpią najprawdopodobniej telewizję i radio, tak jak wirtualne zasoby zastąpiły już dawno standardowe metody edukacyjne, popularnymi szkoleniami typu (nomen omen) kurs szybkiego czytania czy kurs czytania ze zrozumieniem.

Internet nie zastąpi jednak czytania w najczystszej postaci. A przynajmniej – nie w najbliższej przyszłości. Treści informacji, wiadomości czy przekazów prywatnych – ciągle będą zapisywane przy pomocy liter, słów, zdań. Te same treści – ciągle będą czytane. Tyle tylko, że nie na kanapie czy przy świetle lampki nocnej w formie intersującej książki, ale – za pośrednictwem monitora stacjonarnego komputera, ekranu telefonu komórkowego lub mobilnego, wygodnego czytnika.